Być szczęśliwym czy mieć szczęście?

Być szczęśliwym czy mieć szczęście?

Chwilę mnie tutaj nie było, a to dlatego, że prowadzę pieczołowite prace nad pewnym innym projektem życiowym, na którym bardzo mi zależy. Oprócz roztrząsania codziennych, etatowych hiszpańskich zawiłości finansowych, pochylam się nad jeszcze zdecydowanie przyjemniejszą branżą. Ale o tym kiedy indziej. To tak słowem wstępu.

Usiadłam któregoś wieczoru do komputera dość zmęczona. Przepełniona najróżniejszymi refleksjami ostatnich dni i tygodni. Myśli aż wylewają mi się z głowy i chyba pora porządnie je poukładać. Trochę ciężko o dystans będąc zamkniętym na czterdziestu metrach kwadratowych, ale zawsze warto podejmować próby.

Kwestia szczęścia

Jednym z tematów zaprzątających moją głowę ostatnimi czasy jest kwestia szczęścia. Całkiem niedawno miałam urodziny i pewna bliska osoba życzyła mi, żebym miała szczęście w życiu. Zdrówka, miłości, no i żebyś miała szczęście w życiu, bo ono jest najważniejsze, zaraz po zdrowiu oczywiście. Słyszę te życzenia od tej samej osoby niezmiennie od kilku lat i na różne okazje. Żebyś miała szczęście w życiu. Zawsze mnie trochę irytowały i obiecałam sobie, że następnym razem poproszę tę osobę o doprecyzowanie: ale jakie szczęście? Duże? Małe? Kolorowe? Puchate? Czego Ty mi tak właściwie życzysz? Co chcesz przez to powiedzieć?

Życzę ci…

Uwielbiam składać ludziom życzenia – zarówno mówić, jak i wypisywać na kartkach okolicznościowych. Najlepiej takie skrojone na miarę tego właśnie człowieka i aby nie były pustymi słowami. Gdy wiem, że dana osoba w życiu osobistym boryka się ze sobą, z własnymi ograniczeniami – zawsze z całego serca życzę, aby każda przeszkoda była jedynie paprochem na drodze, który można zdmuchnąć. I życzę dużo siły, by przezwyciężać wszelkie przeciwności. Mniej więcej tak to wygląda. Bardzo lubię pomyśleć o tej osobie, tak spojrzeć sobie na nią w głowie i głęboko się zastanowić, czego życzę. To przecież ważne, co i jak mówimy. To nie znika, jak widać. To w nas i w innych zostaje.

Abyś miała szczęście w życiu. Od razu przychodzi mi na myśl: cholera, no przecież mam i to niepomierne. Jestem zdrowa, otaczam się świetnymi ludźmi, którzy mnie kochają, dbają o mnie i dobrze mi życzą. Mam kogo kochać i kogo przytulać. Chodzę najedzona, czysta i ubrana. Co jeszcze może być „szczęściem w życiu”? Wygrana w totolotka?

To w takim razie czym jest pech?

Antonimem szczęścia jest pech. Zatem, co można nazwać pechem? Że ptak na ciebie narobił? Przypadek. Że zalał cię sąsiad i ZUS cię okrada? Życie. Że najbliższa osoba cię nie szanuje? Wybór.

Czy warto postrzegać życie kategoriami szczęście-pech? Kiedyś pewien Ktoś miał iść szukać pracy. To jeszcze nie były czasy wysyłania CV drogą elektroniczną, raczej przeglądanie ofert w gazecie, dzwonienie i chodzenie do różnych miejsc. Nieszczęśliwie się złożyło, że tego pomnego dnia padał deszcz. Zacinał i lał. Osoba ta została w domu, ponieważ pada. Pójdzie jutro. Pech.

Czy to pech? Czy wybór? Może praca na tę osobę czekała, ale jakiś inny człowiek okazujący determinację i nieoglądający się na czynniki zewnętrzne po prostu poszedł i dostał, bo był pierwszy? Powyższy przypadek jest objawem, niestety, skrajnej głupoty, ale jest też – jeszcze bardziej niestety – z życia wzięty i jak najbardziej prawdziwy.

Chciałabym zaznaczyć, że powyższe pytania mają charakter raczej retoryczny; znam doskonale odpowiedzi i normalnie pewnie w ogóle bym się nad tym nie zastanawiała, ale słysząc kolejny raz to samo zdanie: życzę szczęścia w życiu, mam ochotę strzelić sobie w czoło i uzewnętrznić pewne refleksje z tym związane.

Chcę, abyś była szczęśliwa.

Niby niewielka różnica w składni i brzmieniu, a jakże ogromna w znaczeniu. Czy nie to można powiedzieć osobie, która jest dla nas ważna? Życzę, abyś była szczęśliwa. Od razu trzepoczą skrzydełka w głowie – tej osobie zależy na mojej radości. Na tym, żeby moje życie było dobre. Nie żebym miała szczęście – bo to trochę tak, jakby życzyć komuś, by mu ten ptak nie narobił nigdy na głowę, nigdy nie padał deszcz, czarne koty zrezygnowały z przechadzek chodnikami. A przecież nie o to chodzi, żeby te rzeczy się nie działy. Nie mamy na to wpływu. Chodzi o to, żeby – nawet jak ten ptak narobi – iść dalej z tym ciężarem i sobie z nim poradzić. W tym przypadku wyprać bluzkę albo umyć włosy. 😉 Nie mamy wpływu na to, co się stało (przynajmniej nie zawsze), ale mamy wpływ na to, co z tym zrobimy, jak zareagujemy, poddamy się lub zawalczymy.

Żyjesz przypadkiem?

Myślenie o posiadaniu szczęścia lub jego nieposiadaniu jest skazywaniem samego siebie na przypadek. Przyzwoleniem, by to okoliczności brały życiowe lejce w dłonie i kołysały tą życiową dorożką jak zawieje wiatr. Czasami brakuje nam świadomości, pozwalamy jakoś „niechcący” żeby to czynniki zewnętrzne o nas decydowały, ale to też bywa okej, czasami można puścić ster. Jednak przy poważniejszych sprawach myślę, że warto stanąć na baczność i świadomie zdecydować o działaniu lub bierności.

Życzymy sobie i wam…

Może jednak lepiej nie życzyć szczęścia w życiu. Jest tyle innych pięknych słów. Życzmy determinacji. Wiary. Siły. Mocy. Zasobów chęci do działania. Ewentualnie sprzyjających okoliczności. Pech wykreślam ze swojego słownika. Są czarne koty. Zalewający sąsiedzi. Denerwujący ZUS. Deszcz. A ja mogę głaskać koty, pomalować ściany, zapłacić ten ZUS i rozłożyć parasol. Później nalać sobie wina i przybić piątkę. Czy to nie brzmi lepiej?

2 myśli w temacie “Być szczęśliwym czy mieć szczęście?

  1. Rzeczywiście ta drobna różnica w sformułowaniu (mieć szczęście/być szczęśliwym) robi tak naprawdę wielką różnicę ;). Tylko, że często ludzie nie zastanawiają się nad tym, myślą skrótowo. Sama czasem składam/-łam życzenia szczęścia, pomyślności i tym podobne. Wynika to z różnych czynników, np. jak składam życzenia ustnie, stresuję się i wtedy mówię, co mi pierwsze przyjdzie na myśl :D. Jeśli piszę, to takie życzenia zdarzają mi się najczęściej wtedy, gdy nie jestem z daną osobą blisko i trudno mi napisać choćby tych kilka spersonalizowanych słów, ale jednocześnie chcę pokazać, że pamiętam o tej osobie i dobrze jej życzę. Nie zagłębiam się wtedy tak bardzo w znaczenie poszczególnych słów. Zresztą, szczerze pisząc, do tej pory chyba traktowałam to “szczęście” jako synonim “bycia szczęśliwym”. Szczęście jako poczucie szczęścia, jako zadowolenie z życia, ale pewnie każdy zinterpretuje to inaczej ;).

    Oczywiście, jeśli kogoś dobrze znam, wiem z czym się mierzy, jakie ma marzenia itp. to wiele radości sprawia mi składanie spersonalizowanych życzeń, które wiem, że trafią prosto do serca tej osoby.

    P.S. Ciekawa jestem tego tajemnego projektu ;).

    1. No, ja też czasem klepnę, że życzę szczęścia, ale tutaj chodzi mi głównie o to, że ta osoba zawsze mówi mi te życzenia, jakby to “mienie szczęścia” w życiu było kluczowe. Znam tę osobę i strasznie mnie to denerwuje, bo wiele niepowodzeń tłumaczy sobie życiowym “pechem” – co jest bzdurą, bo wiele sytuacji wynika z bierności tej właśnie osoby, przez co życie układało się często nie tak, jak można sobie wymarzyć. I to ostentacyjne “obyś miała szczęście w życiu” zawsze mnie irytuje, bo okej, różne sytuacje nas spotykają w życiu, ale koniec końców liczy się nasza reakcja. Bierność lub działanie. A nie “pech” czy “szczęście”. Dlatego nie cierpię tych życzeń. U osoby, która mi takie życzenia składa nie jest to skrót myślowy. To raczej sposób myślenia: miej szczęście, bo najgorzej to mieć pecha.
      Pewnie często, tak jak mówisz, używa się tych skrótów myślowych, ale właśnie do tego też trochę piję. Nie lubię skrótów myślowych i staram się ich unikać. 😀
      A o projekcie z pewnością usłyszysz! W swoim czasie. 🙂
      Pozdrawiam mocno! ;*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry