To inny czas

To inny czas

Co roku wszystko wygląda inaczej. Piąty, dziesiąty kwietnia, maja, października co roku wygląda inaczej: inaczej wieje wiatr, pada inny śnieg, a słońce inaczej kaprysi grając w berka z ludźmi na ulicach. Jesteśmy starsi, włosy siwieją, może czasami tylko myśli młodnieją. Twarz zastyga w zmarszczce i brew już się tak nie podnosi w zdziwieniu, bo co roku jesteśmy starsi o doświadczenie. I o ile nie głupiejemy, to mądrzejemy.

W tym roku też było inaczej. Ja ogólnie dziwnie znoszę jakiekolwiek święta – podświadomie dość nerwowo i, chcąc nie chcąc, odzywają się we mnie nostalgiczne przeszłostki, wspomnienia świąt, które były mniej lub bardziej rodzinne. I może stąd to zagorzałe zagniatanie ciasta, uparte mieszanie sałatki i tłumienie rozchełstanych emocji, które co roku nie chcą być słabsze.

W tym roku było inaczej. Chociaż emocje jak zwykle siały drobne spustoszenie wewnątrz, wygrywając z rozsądkiem jeden – zero, to inny ten świat za oknem – spowity epidemią wirusa, którego ukoronowano. Inne pragnienia, zdecydowanie bardziej przyziemne: chcę wyjść na zewnątrz. Chcę spotkać rodzinę i przyjaciół. Chcę rozbić mur izolacji.

Chociaż musimy trzymać tymczasowo swoje życie w nawiasie przestając snuć plany i dając odetchnąć kalendarzom, mam nadzieję, że wszyscy dobrze przeżywają ten czas. Zawsze byłam zwolenniczką teorii, że nawet z największego bagna można wyciągnąć jakąś lekcję. Taplając się w bajorku epidemii można nauczyć się wypływać na powierzchnię bez wspomagaczy wszystkiego, co wydawało się tak oczywiste i zawsze w zasięgu ręki, ewentualnie kilkuset kilometrów. Spojrzenia, których nie możemy poczuć; dłonie, których nie możemy uścisnąć; miejsca, których nie możemy odwiedzić; rzeczy, których nie możemy kupić.

Obraz Anna Larin z Pixabay

Co jest inaczej? Możemy zanurzyć się w sobie. W tym, co kiedyś w nas kiełkowało, ale nie mieliśmy czasu pomóc temu urosnąć lub zadeptywaliśmy w pośpiechu. Dzwonię do znajomych, przyjaciół i pytam co robią. Słyszę wiele przyjemnych odpowiedzi: plotę, nawijam, czytam, śpiewam, rysuję, piekę, gotuję, rozmawiam, słucham… Takie proste. Takie potrzebne. Takie zapomniane. Choć czasem się nudzą, fajnie, że w ogóle się pojawiają.

To były, a właściwie nadal są prawdziwe święta odnowienia. Odnówmy się w tym czasie. Możemy poczuć, że to, co kiedyś w pośpiechu w nas umarło, wstało i zaczęło na nowo żyć. Mimo wszystko.

 

Obraz hudsoncrafted z Pixabay

3 myśli w temacie “To inny czas

  1. I oby to coś żyło jak najdłużej i dawało piękne owoce. Chociażby w postaci pełniejszej, mniej stresowej codzienności:). Buzioki! Po tym wszystkim trzeba sobie znaleźć jakąś dzicz i jechać odreagować!

    1. Dokładnie… ale o to trzeba później dbać, żeby tak zostało. 🙂
      Dzicz koniecznie! Wspomnienia z 2016 niezapomniane. 😀
      Ściskam mocno. <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry